Rosalie:
Wczoraj była wściekła, po prostu wściekła. On, Tony, jej ideał, poszedł do Yumi zamiast do niej! Lojalnej Rosalie, która nigdy nie próbowała uciec, Rose, która jest na każde jego skinienie i zawsze go wspiera.
- Powinien przyjść do mnie! - powiedziała ze złością.
"Jesteś chora" - odpowiedział głos jej podświadomości.
- I właśnie dlatego powinien choćby zajrzeć do mnie - szepnęła i skuliła się pod kołdrą.
"Ale on się o ciebie nie troszczy, jesteś mu obojętna! Nie zajrzy, chyba że gdy zaliczy tamte i będzie mu mało to wtedy przyjdzie do ciebie."
- Nie, nie, nie. To nie jest prawda - zaczęła cicho płakać.
Rano obudziła się z zaschniętymi łzami na policzkach. Wszystko ją bolało, była rozpalona, dusiła się. Zaczęła kaszleć, spazmatycznie łapała powietrze. "Leki, gdzie moje leki?" Podniosła się i zaczęła ich szukać po omacku. Rozpłakała się i zaczęła śmiać się chrypliwie. Opadła na poduszki i pomimo bólu spróbowała zasnąć.
Obudził ją huk otwieranych drzwi. Otworzyła oczy i spojrzała w tamtym kierunku.
Tony, przyszedł do niej. Uśmiechnęła się, lecz on nie odwzajemnił jej tego uśmiechu, który tyle ją kosztował.
- Masz mokre policzki - powiedział i jego twarz nabrała groźnego wyrazu.
Otarła szybko policzki.
- Zostaw. Chcę poznać powód płaczu. - spojrzał w jej oczy chłodnym wzrokiem, a ona spuściła wzrok.
Podszedł do niej, położył leki na stoliku, usiadł na skraju materaca, chwycił ją za szczękę i zmusił do spojrzenia mu w oczy.
- Gadaj - warknął.
Chciała jak najszybciej mu odpowiedzieć, ale miała straszną chrypę. Mogła tylko patrzeć na niego.
- Mów! - krzyknął.
"Och, czy ty nie widzisz, że mam ogromną chrypę? Płaczę, bo mnie wszystko boli!"
Uderzył ją w twarz i potrząsnął za ramiona.
- Wszys....tko mnie..booli - wychrypiała.
Uderzył ją ponownie. Następnie delikatnie
dotknął jej policzka i podał leki. Zdawało jej się, że coś powiedział, nic nie usłyszała, ale widziała ruch warg. Zażyła leki, a on wyszedł bez słowa. Wpadała w depresję gdy go nie było przy niej, lecz promieniała gdy znajdował się blisko.
Tony:
Położył się na łóżku chcąc odpocząć. Usłyszał odgłosy w "pokoju" Rose. Założył jej podsłuch, tylko jej. Ona go obchodziła bardziej od reszty.
- "Powinien przyjść do mnie!" - stłumiony głos Rosalie.
Wiedział, że chodzi o niego. Wiedział, że ją rani. Tyle razy gdy przychodził do niej, a ona się pytała "Byłeś u Yumi albo Lily?". Jeśli odpowiedział twierdząco milknęła i zachowywała się jak lunatyk, a kiedy zaprzeczył cieszyła się i była pełna energii. Uśmiechnął się. Tak, ranił ją, zdawał sobie z tego sprawę, że cierpi i to sprawiało mu pewnego rodzaju satysfakcję.
- Jesteś potworem - zaśmiał się.
- "I właśnie dlatego powinien choćby zajrzeć do mnie... Nie, nie, nie. To nie jest prawda" - płacz Rose.
Zasnął.
Obudził się wcześnie. Usłyszał kaszel Rose i jakiś hałas.
Wstał, zabrał leki i poszedł do niej. Otworzył drzwi z hukiem.Spojrzał na nią. Leżała w łóżku i uśmiechnęła się na jego widok. Nie odwzajemnił jej uśmiechu.
- Masz mokre policzki - powiedział i jego twarz nabrała groźnego wyrazu.
Zobaczył jak otarła szybko policzki.
- Zostaw. Chcę poznać powód płaczu. - spojrzał w jej oczy chłodnym wzrokiem, a ona spuściła wzrok.
Znał powód lecz chciał się dowiedzieć tego od niej. Był ciekaw czy powie prawdę czy skłamie.
Podszedł do niej, położył leki na stoliku, usiadł na skraju materaca, chwycił ją za szczękę i zmusił do spojrzenia mu w oczy.
- Gadaj - warknął.
Oczekiwał od niej szybkiej odpowiedzi, a Rose tylko patrzyła na niego. Zirytował się.
- Mów! - krzyknął.
Zadała mu nieme pytanie.
Uderzył ją w twarz i potrząsnął za ramiona.
- Wszys....tko mnie..booli - wychrypiała.
Uderzył ją ponownie. Następnie delikatnie
dotknął jej policzka i podał leki. Bezgłośnie powiedział "Przepraszam, Rose". Zaczekał aż zażyła leki i wyszedł bez
słowa. Zabrał się za czyszczenie Eleanor.
Rose:
Zastanawiała się co wtedy Tony mógł powiedzieć. Po chwili dała sobie spokój i dała upust kolejnym łzom. Zapadła w płytki sen. Śniło jej się, że Tony zabił tamte dwie, powiedział, że kocha tylko Rose, uciekną daleko i będą razem na wieki.
Zaczęła gwałtownie kaszleć. Usiadła na "łóżku" ciągle kaszląc. W pomieszczeniu było zupełnie ciemno. "Muszę zażyć leki". Zaczęła po omacku szukać ich na stoliku. Strąciła coś i to coś się rozsypało. "Światło..potrzebuję światła. Włącznik jest przy drzwiach."
Spróbowała wstać lecz upadła. Przewróciła się uderzając głową o krzesło. Pomacała tył głowy. Coś ciepłego i mokrego z niej ciekło. "Krew..moja..umrę" Dostała kolejnego napadu kaszlu, pluła flegmą i... czymś jeszcze. "Leki, gdzieś tu powinny być". Szukała ich po omacku. Spróbowała się podeprzeć. Zdawało jej się, że waży tonę. Kolejny napad kaszlu. Coś ciepłego ciekło z jej ust. Otarła twarz i spojrzała na rękę. Krew. Zaczęła kaszleć gorzej niż przedtem, w dodatku pluła krwią. Ręce się pod nią ugięły i opadła na zimną posadzkę. Szukała dalej leków. "Są!" Chwyciła jedną pigułkę i włożyła do ust. Nie mogła jej połknąć przez kaszel i krew. Poddała się.
"Tony, gdzie jesteś? Potrzebuję cię"
Nie widziała już nic.
O Jezusie O.o
OdpowiedzUsuńBiedna Rose :(
Mam nadzieję , że nic poważnego jej nie będzie ... to takie smutne :(
I czekam z niecerpliwościa na następne ;*