Rany na plecach w okolicach miednicy bolały i krwawiły przy każdym nawet najdrobniejszym ruchu.
- Sukinsyn - syknęła. - Nienawidzę cię, zabiję cię gnoju. Zapłacisz mi za to.
Nienawidziła każdej chwili spędzonej w tym pomieszczeniu. Pobyt w tym piekle pogłębił jej depresję. Nie lubiła Rose, Lily była okey, ale trochę dziwna.
- Dobrze, że mogę rysować. To jedyne co mam. - szepnęła i zaczęła przeglądać swoje szkice.
Miała ich dość sporo. Przez czas jej więzi nie ma wiele do robienia.
Usłyszała kroki w korytarzu.
- Oby tu nie przyszedł - wystraszyła się na samą myśl co jeszcze mógłby jej zrobić.
Odetchnęła z ulgą gdy minął ją. Zaczęła nasłuchiwać. Słyszała jak krzyczał do kogoś. "Płacz..? Lily płakała tylko na początku, więc musi być u Rose." Zastanawiała się przez co Rosalie płakała. "Yumi, opanuj się, to nie twoja sprawa. ciesz się, że do ciebie nie przyszedł." Przytaknęła i wróciła do przeglądania szkicy.
Zasnęła.
Obudził ją głośny kaszel. Zignorowała to. "Czemu ona musi kaszleć tak głośno?!"
Próbowała zasnąć, jednakże przeszkadzały jej kolejne hałasy. "Coś ciężkiego upadło..? A tam, może przewróciła krzesło.." Zamknęła oczy. Na dźwięk kolejnych napadów kaszlu otworzyła je. Wszystko ucichło.
Wstała, podbiegła do drzwi i zaczęła walić w nie pięściami.
- Rose! Słyszysz mnie?! Rose, odezwij się! - krzyczała.
Usłyszała, że Lily też woła Rose. Zaniepokoiło to Yumi. Nie lubiła Rose, ale nie życzyła jej śmierci!
Gdy nikt nie odpowiedział wystraszyła się.
- To nie fair, ja pragnęłam śmierci - powiedziała do siebie. - Yumi, ogar. Rose, do cholery jasnej! Odezwij się, słyszysz?!
Spróbowała wyważyć drzwi. Ramię ją rozbolało. "Kurwa.." Rozmasowała je.
Wzywała Rosalie kilka godzin.
Lily:
Gdy usłyszała hałasy w pokoju Rosalie odłożyła skrzypce oraz nuty i podeszła do drzwi.
"Kaszel? Coś spadło, ciężkiego...Rose." Zmartwiła się, żal jej było Rose, ją Tony ranił najbardziej. Uspokoił ją kolejny napad kaszlu. "Cisza...Niepokojąca...Czyżby? O matko, Rosalie!" Wystraszyła się, jednak starała się uspokoić. "Muszę coś zrobić"
Tak jak Yumi zaczęła walić w drzwi i wołać Rose. Nie przeklinała jednak jak Yumi.
Po kilku godzinach usłyszała kroki na schodach.
"Tony, pospiesz się, ona może umrzeć"
- Co jest, do kurw..?! - usłyszała głos Tony'ego.
- Tony?! Rose! Pospiesz się! Rosalie! - krzyknęła przerywając mu.
Tony:
Czyszczenie Eleanor zajęło mu sporo czasu. Jego demon odpoczywał, więc myślał o Rose. Wybaczy mu? Gdy skończył poszedł wziąć prysznic.
Zimny strumień wody orzeźwił go. Zjadł coś. Zabrał jedzenie i picie dla dziewczyn, leki Rosalie i zszedł na dół. W korytarzu usłyszał jak Yumi i Lily wołają Rose.
- Co jest do kurw..?! - krzyknął.
- Tony?! Rose! Pospiesz się! Rosalie! - krzyknęła Lily nie dając mu dokończyć.
Odstawił szybko tackę i podbiegł do drzwi Rose. Szamotał się trochę z kłódką, ale otworzył. Zaświecił światło, rozejrzał się. Nie było jej w łóżku. Spojrzał na podłogę i... zamarł.
- Rosalie... - szepnął.
Podbiegł do niej, klęknął i położył ją na udach. Potrząsnął nią.
- Rose! - krzyknął.
Objął ją twarz wytatuowanymi dłońmi. "Jest cała we krwi!"
- Nie, nie, nie! Rose, obudź się, słyszysz?! - krzyczał przerażony i wściekły. "Idioto, mogłeś ją wcześniej zabrać na górę!"
Pocałował jej zakrwawione usta.
- Rose, tak mi przykro. - szepnął. - Nie opuszczaj mnie.
Otrząsnął się.
Wziął Rosalie na ręce i wybiegł na górę do garażu. Wsadził ją na miejsce pasażera. Usiadł za kierownicą i szybko ruszył do najbliższego szpitala. Wysiadł, zabrał Rose i wbiegł do recepcji.
- Szybko, lekarz. Moja dziewczyna umiera! - krzyknął.
Podbiegła jakaś pielęgniarka i zaprowadziła do sali, inna pobiegła po lekarza.
"Mogę podać prawdziwe nazwisko Rose. Nie jest stąd, studiuje za granicą"
Położył bezwładne ciało Rosalie na łóżku.
Przyszły pielęgniarki z lekarzem. Tony wytłumaczył szybko sytuację:
- Byłem w garażu, a gdy wróciłem do domu znalazłem ją w salonie na podłodze...
Chciał zostać, ale go wyprosili.
Usiadł pod ścianą, zgiął kolana i oparł głowę o ścianę.
Cały czas był czujny. Czekał dość długo. Wypełnił papierki, wrócił na miejsce i znów czekał.
W końcu wyszedł lekarz i podszedł do niego.
__________________________________________________________________________________
Kolejny rozdział napiszę jak będą przynajmniej 3-4 komentarze. Chciałabym wiedzieć, że ktoś czyta to nad czym muszę popracować kilka godzin zanim opublikuję. Nie jest to tak łatwo napisać. Chcę także znać Wasze opinie, wiedzieć co o tym myślicie i ewentualnie wnieść poprawki.
Mara
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz